20170324_090403

Myślę, że najtrudniej zacząć. Nie ważne czy to sprzątanie, prasowanie czy tworzenie tekstów do bloga.
Myślę intensywnie o blogu od września.
Najpierw miałam dać sobie miesiąc na wrześniowy rozruch i zacząć w październiku.
W październiku też coś mi przeszkodziło i jakoś tak nagle zrobił się styczeń, bo przecież kto  ma czas przed świętami.
Myślicie przed świętami, przecież to jeszcze prawie 2 miesiące,  natomiast dzięki handlowcom, którzy „sprzedają święta” i stroją drzewka tuż po Wszystkich Świętych, wpadam w amok i przenoszę się do stycznia.

W styczniu dni są krótkie, zwykle mroźne, brrr, nic się nie chce.
W lutym wypadają ferie mazowieckie, więc też cierpię na brak czasu.
W marcu przesilenie wiosenne i zaplanowany wyjazd, więc trzeba skoncentrować się na przygotowaniach do podróży.

Bardzo lubię być dobrze przygotowana,  a żeby posiąść niezbędną wiedzę, muszę czytać.
Czytać, czytać, czytać – blogi, relacje z podróżników, oficjalne strony agencji turystycznych danego kraju, przewodniki wirtualne i te klasyczne, drukowane. Pochłaniam całą wiedzę jak odkurzacz.
Robię tak, ponieważ to powoduje, że moje podróże są milsze.
Po prostu wiem, co chcę zobaczyć, mam zaplanowaną trasę , wiem jakie ubrania są mi potrzebne i co ważnego muszę załatwić przed wyjazdem.

Nie myślcie, że nie ma miejsca na spontan. Oczywiście, że jest, zawsze jest. Nie sposób dowiedzieć się wszystkiego, ale można oszczędzić sobie mnóstwa nerwów już na miejscu.

Myślę, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny.
Bilety lotnicze kupiłam pół roku wcześniej w dniu swoich urodzin.
Nie wiem dlaczego wybrałam akurat ten kierunek.
Teraz już wiem, że był ukryty cel w moim wyjeździe do Japonii.  Wtedy nie zdawałam sobie zupełnie  z tego sprawy, ale to może dobrze. Tam mogłam się cieszyć wszystkim co daje nam podróż. Bez napinania, natomiast „enlightenment” (oświecenie) przyszło później.

Tam zrozumiałam jak powinien wyglądać mój blog, w jaki sposób powinnam pisać o podróżach. Tam nabrałam pewności, że to dobry pomysł mimo tak wielu blogów w sieci.
Jak to powiedziała moja koleżanka: „Z wieloma osobami rozmawiałam o podróży do Japonii, ale nikt nie opowiadał mi o takich rzeczach jak ty. Powinnaś o tym pisać i dzielić się swoją energią!”
Teraz mamy kwiecień 2017 roku. Znalazłam czas. Piszę. Mam nadal dużo obowiązków, ale chyba zrozumiałam co dla mnie ważne.

Na pewno najważniejsza jest rodzina. To fakt bezdyskusyjny, ale…

Wszyscy mają swoje życie z wyjątkiem mamy.

Mama dorosła do tego, że ma prawo, bez wyrzutów sumienia, do swoich pasji i stworzenia czegoś co będzie jej dawało satysfakcję i powodowało uśmiech na twarzy.
Jestem pewna, że będzie to z korzyścią dla wszystkich!

Zatem, do dzieła!!!