Z mojego domku mam idealny punkt obserwacyjny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ludzie leżą na plaży, gadają, dzieje się.

Zacznę od tego, że są tu niemal sami Polacy i nie ma w tym nic złego z wyjątkiem faktu, że niestety uświadomiłam sobie, że za granicą nie lubię wszędzie słyszeć polskiego. Najlepiej odpoczywam jak nikt nie rozumie tego co mówię do rodziny.

Tutaj słuchajcie jest po prostu jak w Rowach lub Pobierowie.

99% Polaka, dzisiaj miałam bardzo nieprzyjemną wymianę zdań z Państwem, którzy postanowili skorzystać z cienia pod moim domkiem. Nie mam nic przeciwko temu dopóki 12 osób nie rozkłada się na około mojego tarasu i nie zaczyna rozmawiać „Jak się leci z Wrocławia do Szczecina”. W delikatny sposób zasugerowałam grupie, że może są odrobinę za blisko, a ja nie mam ochoty uczestniczyć w ich rozmowach. Panowie wydawali się natychmiast zrozumieć sytuację, natomiast Pani w granatowym kostiumie kąpielowym, chciała udowodnić mi, że nie zapłaciłam za grunt wokół domku i chciał nie chciał, ją interesuje tylko ten cień, żaden inny.

Odpuściła po chwili, ale po co mi nerwy na urlopie?

Również dzisiaj zapukała do mnie bardzo uprzejma Pani, właścicielka małego pieska z prośbą o wodę dla psa .

Oczywiście, że dałam.

Gościłam też kilka osób, które przechadzając się po plaży chciały tylko zobaczyć jak „ten domek” wygląda w środku.  Robienie zdjęć uznałam już za przesadę i pokierowałam zainteresowanych do recepcji.

Napompowałam również moją nową pompką elektryczną materac dla przemiłej starszej Pani.

Mogłam się wykazać 🙂

Kontynuując moje przedziwne plażowe przygody to wczoraj miałam niezły ubaw.

Śmiałam się sama z siebie i do siebie – a dlaczego?

Śpię sobie smacznie, a tu nagle słyszę jakieś hałasy.

Niezliczona ilość głosów i drą się na cały regulator. Patrzę na zegarek 6.55 rano.

Myślę sobie, trochę za wcześnie na plażowanie.

Ubrałam się szybko i wychodzę. Pan, Pani i troje dzieci. Rozmawiają po angielsku z bardzo silnym bałkańskim akcentem.

On krzyczy do tych Maluchów – poucza co mają robić w  wodzie, generalnie ostro plażuje.

Rozumiem, że małe dzieci bardzo wcześnie wstają, ale mówię Panu grzecznie, że tu ludzie mieszkają i jeszcze śpią. On na to, że wie że na plaży jest głośno i dlatego nigdy nie wynajmuje domków blisko wody.

Ja w śmiech, on chyba nie zrozumiał z czego się śmieję, ale rozłożył mnie kompletnie na łopatki mówiąc o hałasie, którego się boi, a sam na puściutkiej plaży o 6.55 darł się głośniej niż gromada plażowiczów.

Gdyby każdy potrafił zacząć od siebie to żylibyśmy w totalnie innym świecie.

Prawda?