Zupełnie nie wierzę w przypadki. Myślę, że wszystko zdarza się po coś, ma czemuś służyć. Wiem, że miałam dzisiaj obejrzeć program dokumentalny o Janis Joplin. Nigdy nie oglądam telewizji w ciągu dnia, bo zwykle mam coś do zrobienia. Dzisiaj włączyłam telewizor tylko po to, żeby mieć kompana do posiłku. Wiem, że nie je się przed telewizorem i nigdy nie pozwalam na to moim dzieciom, ale to ostatni tydzień wakacji, nikogo nie ma w domu i zrobiłam prawie wszystko co zaplanowałam na dzisiaj, więc sobie pozwoliłam. Powiem szczerze, że nigdy nie słuchałam Janis Joplin. Jakoś nie porywała mnie muzyka lat 60-tych. Za to dzisiaj porwała mnie ta dziewczyna, w całości, totalnie. Nie miałam świadomości kim była. Wiedziałam tylko to co zwykle się wie o gwiazdach, których życiorysu nie znamy. Była młoda, utalentowana, przedawkowała i zmarła. Kiedyś usłyszałam w radio, wszyscy Wielcy odchodzili młodo! Mam ciarki na plecach i gęsią skórkę na nogach jak piszę ten tekst. Wiem i czuję, że miałam zobaczyć ten dokument dzień przed moimi urodzinami. Urodziny to wyjątkowa okazja, skłania do refleksji. Szczególnie jeżeli drugą cyfrą jest 9.
Ja właśnie jutro mam takie urodziny. Janis niestety zmarła w wieku 27 lat. Dzisiaj wiele mnie nauczyła ta zbuntowana dziewczyna. Nie akceptowana w dzieciństwie i wczesnej młodości. Wyśmiewana w szkole przez koleżanki i kolegów. Zdawała sobie sprawę, że nie jest piękna według przyjętych kanonów piękności i na dodatek odrzucona i niezrozumiana przez otoczenie. Ciężki start, który wlecze się z tyłu przez cały czas jak byśmy się nie starali go zgubić. Była wojownikiem, wiernym sobie i swoim ideałom. Chciała po prostu tego samego co my wszyscy, kochać i być kochaną. Nie było to łatwe z jej wyglądem i poglądami w tamtych czasach. Ona przez szczerość i niewinne postrzeganie świata bardzo cierpiała. Ale czy teraz jest łatwiej być wiernym swoim ideałom, mówić otwarcie jakie się ma poglądy nawet jeżeli otoczenie ma inne zdanie? Nie, wcale nie jest łatwiej. Bardzo często jak jesteśmy z kimś szczerzy, robimy mu przykrość. Życie z prawdą na ustach jest bardzo trudne.  W szkole przerabiałam lekturę napisaną przez Henryka Ibsena p.t. „Złota kaczka”. Autor porusza temat prawdy i kłamstwa. Pamiętam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Przeczytajcie, warto! Wracając do Janis. Zawsze starała się być szczera, ogromnie ją to spalało. Spalała ją też pogoń za akceptacją, której doświadczyła dopiero w życiu dorosłym. Odniosła ogromny sukces i wtedy już wolno jej było być odmieńcem. Niestety ukojenia wszystkich swoich lęków, strachów, braku poczucia własnej wartości szukała w alkoholu i narkotykach. Można powiedzieć, że to czyni ją złą. Nie miałam świadomości, że kilka miesięcy przed śmiercią zupełnie rzuciła narkotyki dla miłości, dla wyjątkowego faceta, którego poznała w Rio. Bardzo jej pomógł. Pomógł się pozbierać, odstawić to świństwo. Ona niestety nie wytrzymywała i musiała brać, on wtedy odszedł. Dla niej to była najlepsza decyzja jaką mógł podjąć. Pozbierała się, wyciągnęła wnioski i chciała zacząć wszystko od nowa.  Przyjaciele twierdzą, że w zaciszu pokoju chciała wziąć ten ostatni raz i niestety się nie udało. I wiecie co, on napisał do niej telegram, żeby zobaczyli się pod koniec października w Katmandu. Ten telegram dotarł do hotelu w dzień śmierci Janis, 4 października. Nigdy go nie przeczytała. A wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej.

Postanowiłam pisać blog, nazwałam go LadyTester i mam zamiar sprawdzać różne rzeczy dla Was czy to w podróży czy wtedy kiedy jestem w domu, pisać teksty o życiu, bo otoczenie bardzo mnie inspiruje. To jest moje miejsce. Moja przyjaciółka powiedziała mi, że walczy każdego dnia i nie chce o tym czytać na moim blogu. Chce radości, powera i uśmiechu. Mam nadzieję, że to również Wam daję w moich tekstach. Naprawdę wiem, że miała dobre intencje, ale nie będę udawała kogoś kim nie jestem. Refleksje i wrażliwość to duża część mnie i wcale nie chcę być zawsze silna. Dla nikogo, dla moich rodziców, rodzeństwa, męża, dzieci, przyjaciół i znajomych. Nie będę kimś kim nie jestem. Jeżeli mnie akceptujecie to mam dużo do zaoferowania, jeżeli nie to trudno. Zmęczona już jestem „kręceniem piruetów” i nadskakiwaniem wszystkim dookoła, bo niestety to zawsze się źle kończy. Nie ma sensu, po prostu trzeba być sobą, pozwolić żyć wszystkim jak chcą, ale dostać takie samo przyzwolenie, bo tylko w takiej sytuacji jesteśmy w stanie się rozwijać i tworzyć piękne rzeczy. Mam ogromną nadzieję, że lubicie to co czytacie nawet jeżeli nie jest w kolorze różowym.