Myślę, że jeszcze nie urodził się taki, który wie jak żyć żeby osiągnąć pełnię satysfakcji i sukcesy na każdym polu. Z jakiegoś powodu myślałam o takich właśnie poważnych sprawach kilka dni temu w czasie porannego treningu. Nie lubię biegać bez muzyki. Bez niej czas dłuży mi się niemiłosiernie i robi się nudno, a z muzyką to już zupełnie inna jakość. Wybierając z playlisty najpierw padło na Tracy Chapman, która śpiewa, że jak będzie praca to wszystko będzie dobrze. Praca jest istotna ponieważ musimy płacić za rachunki, a nie każdy może być rentierem;-) Ważne jest również to czy nasze zajęcie lubimy czy nie. Jak  wykonujemy pracę którą lubimy, to jesteśmy szczęściarzami. Dlaczego? Dlatego, że robimy to co lubimy i jeszcze nam za to płacą, ale ja nie o tym. Po Tracy Chapman przyszedł czas na Pearl Jam. Nie wiem dlaczego lubię biegać przy ich muzyce. Kojarzy mi się z czasami liceum, jest energiczna z głębokimi tekstami. Słuchałam „Jeremy spoken” i z całego tekstu, który opowiada o trudnej sytuacji usłyszałam tylko jeden wers. Usłyszałam „unleash the lion” – uwolnij lwa. W piosence dotyczy to zupełnie czego innego, natomiast ja pomyślałam o życiu, o każdym jednym cennym dniu. Dlaczego  człowiek jest tak skonstruowany, że na co dzień wydaje mu się, że jest nieśmiertelny, że ma jeszcze dużo czasu, że zdąży wszystko naprawić i jeszcze zdąży zadbać o siebie, może jutro zacznę. Nie jutro, ale dzisiaj. Dzisiaj jest ważne. I tylko dzisiaj. To niby takie proste, a z drugiej strony takie trudne. Ludzie są, albo w przeszłości i żałują, że coś zrobili, albo zupełnie na odwrót, że czegoś nie zrobili. Jest też spora grupa ludzi, która jest zawsze w przyszłości i planuje jak to będzie pięknie i cudownie jak już zdadzą egzamin, wreszcie kupią mieszkanie, jak w końcu dzieci dorosną, jak wygrają milion dolarów itd. Nie!  Tu i teraz i czerpać garściami miłe i małe rzeczy. Wiecie dlaczego napisałam ten tekst, bo kończąc bieganie ukłonił się mi starszy mężczyzna, ale  z taką serdecznością i uśmiechem, że od razu zrobiło mi się cieplej. Wtedy właśnie usłyszałam słowa „unleash the lion”, które w piosence są użyte w zupełnie innym kontekście, ale ja usłyszałam – nie bój się, czerp z życia pełnymi garściami i ciesz się małymi rzeczami, bo nic innego nie jest w stanie dać Ci szczęścia na dłużej tylko ta umiejętność składnia całego życia z małych chwil. Ja mam zamiar spróbować, bo do tej  pory jakoś nie umiałam sobie podarować spokoju, nie przejmowania się pierdołami i skupienia się na rzeczach ważnych. A ważna jest na pewno Rodzina i Przyjaciele to od nich czerpiemy energię, to dla nich żyjemy i bez nich nic by nie miało sensu. To jak dom bez ludzi, budynek stoi, ale jest zimny i bezduszny. Uwolnijmy wszyscy swoje wewnętrzne lwy i zacznijmy żyć pełną piersią! Mój wewnętrzny już delikatnie mruczy;-)

p.s. Izunia to dla Ciebie