Nie wiem czy kiedykolwiek się nad tym zastanawialiście, czy po prostu wykonywaliście tę czynność, wiedzeni silnym poczuciem obowiązku, albo po prostu rano nie było w co się ubrać. Dla mnie prasowanie to głęboki temat;-)
Mamy z moim PRZYJACIELEM nawet gryps określający to niebezpieczne zajęcie. Dla nas to „surfing”.
Wracając do tematu, możemy prasować, ale nie musimy. Moja sąsiadka twierdzi, że nie marnuje czasu na używanie żelazka – powiem szczerze, że jej zazdroszczę. Dlaczego? Dlatego, że nie zauważyłam, żeby ona lub inny członek jej rodziny wyglądali jakoś dziwnie, a biorąc pod uwagę czas, nie wiem, zgaduję – 2h, 3h tygodniowo i mnożąc przez lata to zbierze się całkiem ładna liczba. Te wszystkie godziny można wykorzystać na coś fajniejszego.
Jak ważna jest dla nas uprasowana koszula i pachnąca, prościutka pościel?  Ja uwielbiam spać w świeżej pościeli. W tym miesiącu jednak z lenistwa zrobiłam islandzki eksperyment.  Dlaczego islandzki? Na Islandii we wszystkich miejscach, w których spaliśmy było ładnie, czysto, ale pościel nie widziała żelazka. Tam jakoś to nie przeszkadzało, ale moja sypialnia z tą wymiętą pościelą nie wyglądała już tak dobrze i powiem więcej, to już nie była ta sama przyjemność spania. To może jednak warto prasować!
Na koniec i tak każdy zostaje sam z tą decyzją i niby nic, a jednak jak widać na przykładzie tak prozaicznego zajęcia jak prasowanie, każdy może wybrać zupełnie inne drogi. Decyzja należy do Was.

Ten artykuł jest zadedykowany Jackowi – wielkiemu fanowi i mistrzowi „surfingu”, który dla mnie jest po prostu Jack’em (Dżekiem). Spijcie dobrze, ja w uprasowanej pościeli, a Wy jak lubicie:-) Sleep tight!!!